Zawsze
chciałem mieć kogoś takiego jak Louis. Po prostu nigdy wcześniej
nie zdawałem sobie z tego sprawy.
Bo
może nawet nie chciałem, aby nie czuć pustki, która
przytłaczałaby mnie z każdą sekundą, chwilą, godziną, dobą.
Tylko teraz zadaję sobie pytanie: czy Louis chciał mieć kogoś
takiego jak ja?
Nie
zapytałem go o to nigdy i nie miałem nawet najmniejszego zamiaru
tego robić. Może dlatego, że obawiałem się odpowiedzi. Gdyby
stwierdził, że nie, to z pewnością by zabolało, ale zrozumiałbym
– kto chciałby mieć kogoś, kto go krzywdzi?
Natomiast
jeśli odpowiedziałby „tak”, to byłoby może i gorsze, niż
„nie”. Czułbym cholerne poczucie winy, że go ranię, a on dalej
by uważał, że mnie chce. Choć w pewnym sensie będąc ze mną tak
mnóstwo czasu, tyle krzywd później, odpowiada mi na to pytanie.
Myślałem, że nasz związek już zawsze będzie tak wyglądał. Ale
wydarzyło się coś jeszcze – ktoś się w to wszystko
niepotrzebnie wtrącił.
W
wyjątkowo ciepły dzień, gdy niebo było jasnoniebieskie i widniało
na nim jedynie parę białych chmur, wracałem samochodem do domu, po
załatwieniu paru spraw. Były cholerne korki, ale jakoś przebrnąłem
przez centrum w miarę szybko. Po drodze, z daleka zauważyłem
Louisa, który stał i rozmawiał z jakimś facetem. Wysoki, szczupły
brunet. Na oko wyglądał mi na dwadzieścia parę lat, tak mogłem
go ocenić patrząc z odległości, w której się znajdowałem. Cóż,
nie mogłem ukryć, że ten widok mnie zirytował, zwłaszcza, iż
Louis deklarował mi dzisiaj, że nie rusza się z domu. A zamiast
tego był gdzieś w mieście i spotykał się z jakimś kolesiem.
Tak, to mógł być jego znajomy czy przyjaciel, nie zarzucałem mu
niczego, ale zazdrość była moją wielką wadą, bez względu na
wszystko. Zatrzymałem się na parkingu obok i jeszcze przez chwilę
im się przyglądałem. Wyglądali na całkiem wesołych i ożywionych
tą rozmową. Nie zamierzałem udawać, że niczego nie widziałem,
więc po prostu wysiadłem i szybkim krokiem zmierzałem w ich
stronę. Ich twarze momentalnie spoważniały.
- Cześć, Lou – powiedziałem słodko, krzywo się uśmiechając. - Myślę, że powinniśmy już jechać do domu, nie uważasz?
- Uhm, tak, chyba tak – odpowiedział nieco zmieszany.
Już
chciałem chwycić swojego chłopaka za rękę i czym prędzej pójść
do samochodu, ale zanim to zdążyłem zrobić okazało się, że
gość ma coś jeszcze do powiedzenia.
-
Chcesz go zabrać do domu, żeby dalej się nad nim znęcać? -
wypalił brunet.
W
tamtej chwili momentalnie mnie zatkało, ale nie dałem tego po sobie
poznać. Spojrzałem zimnym wzrokiem na Louisa, a potem na niego.
Zbliżyłem się powoli do nieznajomego, instynktownie lekko
odsuwając Lou do tyłu.
- Nie
wiem o czym mówisz, ale lepiej nie wtrącaj się w cudze sprawy –
wycedziłem przez zęby, odpychając go z nieznaczną siłą.
Widziałem,
że też chciał mnie popchnąć, ale zrezygnował i po chwili już
go nie było. Złapałem Louisa za rękę i zaprowadziłem do auta.
Nie protestował. Wiedziałem, że w domu czeka nas poważna rozmowa,
zaczynając od tego, kto to do cholery był.
I to
właśnie pytanie zadałem mu, kiedy tylko weszliśmy do domu. W
samochodzie nie odezwałem się słowem, on zresztą też.
- To
był tylko mój znajomy, David... - zaczął cicho. - Poprosił o
spotkanie, więc się zgodziłem.
Przestałem
chodzić w tę i z powrotem, po czym podszedłem blisko niego, tak,
że nasze twarze prawie się stykały.
-
Dobrze. Ale dlaczego złamałeś obietnicę i powiedziałeś mu
wszystko? - warknąłem. - Nagle zachciało Ci się zwierzać z
prywatnych spraw?
Kiedyś
powiedziałem Louisowi, że nie ma prawa opowiadać nikomu o tym, co
mu robię, bo to jest nasza sprawa i nie powinien nikogo w to
mieszać. Zgodził się bez kłótni. Nie wiedziałem, czy jego
decyzja zapadła z własnej woli, czy ze strachu. I tak naprawdę nie
robiło mi to zbyt dużej różnicy, więc nieszczególnie
interesowała mnie prawda. Ale czułem, że Louis ze mnie kpi, mówiąc
o tym jakiemuś znajomemu. Przecież to wszystko dzieje się między
nami i niepotrzebna nam była trzecia osoba, która przez sam fakt,
że o tym wiedziała, mieszała się w to. Zwłaszcza, że ten cały
David bezczelnie mi to wytknął. Gdyby nie jego głupia odzywka
prawdopodobnie nie dowiedziałbym się, że jest taki poinformowany,
a Louis dalej by mu się żalił. Skoro tak mu wszystko opowiedział,
to dziwne, że od razu mi ujawnił, że o tym wiem, gdyby pomyślał
to by wiedział, że to może przysporzyć Lou kłopotów. On sam na
pewno nie chciałby, abym się o tym dowiedział. A jego kolega go
wkopał.
- Nie
powiedziałem mu – szepnął, przeczesując włosy. - Jasne. To ciekawe, kto to zrobił, jak nie ty? Tylko my dwaj o tym wiemy, kochanie. Nie kłam – rzekłem, dotykając dłonią jego policzka.
- N-nie kłamię – odpowiedział, ciężko oddychając.
Pogłaskałem
jego policzek, po czym mocno w niego uderzyłem. Pod wpływem ciosu
jego twarz obróciła się w lewo, nie wyprostował jej, kiedy dalej
kazałem mu powiedzieć prawdę.
- Sam
się domyślił, zobaczył siniaki – powiedział, głośno
przełykając ślinę. - Skłamałem co do ich pochodzenia, ale on
zaczął się mnie wypytywać, dalej próbowałem go okłamywać,
nie wiedziałem, że się zorientował, dopóki nie powiedział tego
do Ciebie – wyszeptał, tłumacząc się desperacko.
Przyłożyłem
mu w drugi policzek. Zasyczał, ale znowu się nie poruszył.
Patrzyłem na niego z bliska, wręcz słyszałem jego przyśpieszone
bicie serca.
- Nic
mu nie powiedziałem, przysięgam – powiedział, odwracając głowę
w moją stronę.
Wpatrywał
się w moje oczy, co chwilę uciekając wzrokiem, jakby nie był w
stanie zebrać się na odwagę, żeby robić to nieustannie.
Pogłaskałem go po włosach, starając się utrzymać kontakt
wzrokowy. Zbliżyłem się do niego bardzo powoli i delikatnie
ucałowałem jego drżące usta. Przejechałem ręką po jego
ramieniu i gwałtownie wstałem. Wszedłem do sypialni, przymykając
drzwi. Po minucie usłyszałem jak Louis wstaje i pośpiesznie
odchodzi w stronę łazienki, po czym zamyka się w niej.
Bał
się?
zacznijmy od tego, że uratowałaś mi wczorajszy wieczór: niech bóg ci to wynagrodzi, w dzieciach, koncertach, czy w czym byś tam chciała!
OdpowiedzUsuńco do ff.
1. HARRY JEST IDIOTĄ.
2. LOUIS JEST IDIOTĄ.
3. ALE DOBRZE, ŻE SĄ IDIOTAMI.
ad 1. harry jest okropny, jak on może się tak zachowywać wobec louisa? on przecież kocha, no nie? i teraz po prostu patrzy jak on płacze i no proszę, nagle harry ma uczucia, nakopię mu. przysięgam. nakopię mu za takie zachowanie.
ad2. louis jest dziwny, facet go leje, a ten cały czas przy nim siedzi. naprawdę, tyle razy płakał, cierpiał przez tego chama, a on i tak go nie opuścił. musi go naprawdę mocno kochać. (bo mam nadzieję, że jest z nim z miłości, nie z przywiązania)
ad3. ale dobrze, że siedzą razem, bo ja w końcu liczę na jakiś happy end, więc harry ma się ogarnąć, leczyć i całować a nie trzaskać lou.
poza tym ładnie piszesz, bardzo płynnie, przyjemnie się czyta, więc poproszę o informowanie o nowych rozdziałach :)
@minheltstyles