.

.

środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 3 - Don't tell anyone.

Zawsze chciałem mieć kogoś takiego jak Louis. Po prostu nigdy wcześniej nie zdawałem sobie z tego sprawy.
Bo może nawet nie chciałem, aby nie czuć pustki, która przytłaczałaby mnie z każdą sekundą, chwilą, godziną, dobą. Tylko teraz zadaję sobie pytanie: czy Louis chciał mieć kogoś takiego jak ja?
Nie zapytałem go o to nigdy i nie miałem nawet najmniejszego zamiaru tego robić. Może dlatego, że obawiałem się odpowiedzi. Gdyby stwierdził, że nie, to z pewnością by zabolało, ale zrozumiałbym – kto chciałby mieć kogoś, kto go krzywdzi?
Natomiast jeśli odpowiedziałby „tak”, to byłoby może i gorsze, niż „nie”. Czułbym cholerne poczucie winy, że go ranię, a on dalej by uważał, że mnie chce. Choć w pewnym sensie będąc ze mną tak mnóstwo czasu, tyle krzywd później, odpowiada mi na to pytanie. Myślałem, że nasz związek już zawsze będzie tak wyglądał. Ale wydarzyło się coś jeszcze – ktoś się w to wszystko niepotrzebnie wtrącił.

W wyjątkowo ciepły dzień, gdy niebo było jasnoniebieskie i widniało na nim jedynie parę białych chmur, wracałem samochodem do domu, po załatwieniu paru spraw. Były cholerne korki, ale jakoś przebrnąłem przez centrum w miarę szybko. Po drodze, z daleka zauważyłem Louisa, który stał i rozmawiał z jakimś facetem. Wysoki, szczupły brunet. Na oko wyglądał mi na dwadzieścia parę lat, tak mogłem go ocenić patrząc z odległości, w której się znajdowałem. Cóż, nie mogłem ukryć, że ten widok mnie zirytował, zwłaszcza, iż Louis deklarował mi dzisiaj, że nie rusza się z domu. A zamiast tego był gdzieś w mieście i spotykał się z jakimś kolesiem. Tak, to mógł być jego znajomy czy przyjaciel, nie zarzucałem mu niczego, ale zazdrość była moją wielką wadą, bez względu na wszystko. Zatrzymałem się na parkingu obok i jeszcze przez chwilę im się przyglądałem. Wyglądali na całkiem wesołych i ożywionych tą rozmową. Nie zamierzałem udawać, że niczego nie widziałem, więc po prostu wysiadłem i szybkim krokiem zmierzałem w ich stronę. Ich twarze momentalnie spoważniały.

- Cześć, Lou – powiedziałem słodko, krzywo się uśmiechając. - Myślę, że powinniśmy już jechać do domu, nie uważasz?
- Uhm, tak, chyba tak – odpowiedział nieco zmieszany.
Już chciałem chwycić swojego chłopaka za rękę i czym prędzej pójść do samochodu, ale zanim to zdążyłem zrobić okazało się, że gość ma coś jeszcze do powiedzenia.
- Chcesz go zabrać do domu, żeby dalej się nad nim znęcać? - wypalił brunet.
W tamtej chwili momentalnie mnie zatkało, ale nie dałem tego po sobie poznać. Spojrzałem zimnym wzrokiem na Louisa, a potem na niego. Zbliżyłem się powoli do nieznajomego, instynktownie lekko odsuwając Lou do tyłu.
- Nie wiem o czym mówisz, ale lepiej nie wtrącaj się w cudze sprawy – wycedziłem przez zęby, odpychając go z nieznaczną siłą.
Widziałem, że też chciał mnie popchnąć, ale zrezygnował i po chwili już go nie było. Złapałem Louisa za rękę i zaprowadziłem do auta. Nie protestował. Wiedziałem, że w domu czeka nas poważna rozmowa, zaczynając od tego, kto to do cholery był.
I to właśnie pytanie zadałem mu, kiedy tylko weszliśmy do domu. W samochodzie nie odezwałem się słowem, on zresztą też.
- To był tylko mój znajomy, David... - zaczął cicho. - Poprosił o spotkanie, więc się zgodziłem.
Przestałem chodzić w tę i z powrotem, po czym podszedłem blisko niego, tak, że nasze twarze prawie się stykały.
- Dobrze. Ale dlaczego złamałeś obietnicę i powiedziałeś mu wszystko? - warknąłem. - Nagle zachciało Ci się zwierzać z prywatnych spraw?
Kiedyś powiedziałem Louisowi, że nie ma prawa opowiadać nikomu o tym, co mu robię, bo to jest nasza sprawa i nie powinien nikogo w to mieszać. Zgodził się bez kłótni. Nie wiedziałem, czy jego decyzja zapadła z własnej woli, czy ze strachu. I tak naprawdę nie robiło mi to zbyt dużej różnicy, więc nieszczególnie interesowała mnie prawda. Ale czułem, że Louis ze mnie kpi, mówiąc o tym jakiemuś znajomemu. Przecież to wszystko dzieje się między nami i niepotrzebna nam była trzecia osoba, która przez sam fakt, że o tym wiedziała, mieszała się w to. Zwłaszcza, że ten cały David bezczelnie mi to wytknął. Gdyby nie jego głupia odzywka prawdopodobnie nie dowiedziałbym się, że jest taki poinformowany, a Louis dalej by mu się żalił. Skoro tak mu wszystko opowiedział, to dziwne, że od razu mi ujawnił, że o tym wiem, gdyby pomyślał to by wiedział, że to może przysporzyć Lou kłopotów. On sam na pewno nie chciałby, abym się o tym dowiedział. A jego kolega go wkopał.
- Nie powiedziałem mu – szepnął, przeczesując włosy. 
- Jasne. To ciekawe, kto to zrobił, jak nie ty? Tylko my dwaj o tym wiemy, kochanie. Nie kłam – rzekłem, dotykając dłonią jego policzka.
- N-nie kłamię – odpowiedział, ciężko oddychając.
Pogłaskałem jego policzek, po czym mocno w niego uderzyłem. Pod wpływem ciosu jego twarz obróciła się w lewo, nie wyprostował jej, kiedy dalej kazałem mu powiedzieć prawdę.
- Sam się domyślił, zobaczył siniaki – powiedział, głośno przełykając ślinę. - Skłamałem co do ich pochodzenia, ale on zaczął się mnie wypytywać, dalej próbowałem go okłamywać, nie wiedziałem, że się zorientował, dopóki nie powiedział tego do Ciebie – wyszeptał, tłumacząc się desperacko.
Przyłożyłem mu w drugi policzek. Zasyczał, ale znowu się nie poruszył. Patrzyłem na niego z bliska, wręcz słyszałem jego przyśpieszone bicie serca.
- Nic mu nie powiedziałem, przysięgam – powiedział, odwracając głowę w moją stronę.
Wpatrywał się w moje oczy, co chwilę uciekając wzrokiem, jakby nie był w stanie zebrać się na odwagę, żeby robić to nieustannie. Pogłaskałem go po włosach, starając się utrzymać kontakt wzrokowy. Zbliżyłem się do niego bardzo powoli i delikatnie ucałowałem jego drżące usta. Przejechałem ręką po jego ramieniu i gwałtownie wstałem. Wszedłem do sypialni, przymykając drzwi. Po minucie usłyszałem jak Louis wstaje i pośpiesznie odchodzi w stronę łazienki, po czym zamyka się w niej.
Bał się?


1 komentarz:

  1. zacznijmy od tego, że uratowałaś mi wczorajszy wieczór: niech bóg ci to wynagrodzi, w dzieciach, koncertach, czy w czym byś tam chciała!
    co do ff.
    1. HARRY JEST IDIOTĄ.
    2. LOUIS JEST IDIOTĄ.
    3. ALE DOBRZE, ŻE SĄ IDIOTAMI.

    ad 1. harry jest okropny, jak on może się tak zachowywać wobec louisa? on przecież kocha, no nie? i teraz po prostu patrzy jak on płacze i no proszę, nagle harry ma uczucia, nakopię mu. przysięgam. nakopię mu za takie zachowanie.
    ad2. louis jest dziwny, facet go leje, a ten cały czas przy nim siedzi. naprawdę, tyle razy płakał, cierpiał przez tego chama, a on i tak go nie opuścił. musi go naprawdę mocno kochać. (bo mam nadzieję, że jest z nim z miłości, nie z przywiązania)
    ad3. ale dobrze, że siedzą razem, bo ja w końcu liczę na jakiś happy end, więc harry ma się ogarnąć, leczyć i całować a nie trzaskać lou.

    poza tym ładnie piszesz, bardzo płynnie, przyjemnie się czyta, więc poproszę o informowanie o nowych rozdziałach :)
    @minheltstyles

    OdpowiedzUsuń