.

.

wtorek, 23 grudnia 2014

Część 3 - Nice break.

Na dzień dobry przypaliłem jajecznicę i wylałem kawę na dywan. W dodatku przysnęło mi się, co rzadko mi się zdarzało i przez to Louis spóźnił się do pracy. Nie miał mi tego za złe. Ja sam również starałem się nie tracić przez to humoru. Choć minął tydzień od katastrofy towarzyskiej, która wydarzyła się w naszym domu, nadal niemiło ją wspominałem. Mimo, że Louis wtedy po wszystkich posprzątał, ja robiłem to jeszcze kilka razy, aby mieć pewność, że nie został po nich żaden ślad. Byłem na to naprawdę uczulony.
Poranek był piękny, choć mroźny. Nie byłem co prawda tego ranka na zewnątrz, ale od samego patrzenia na przymrozek, który zagościł na dachu i parapetach było mi zimno. Świeciło słońce, lecz wiatr świszczał i kołysał drzewami, co skutecznie odstraszyło mnie od chęci spaceru.
Próbowałem się czymś zająć, sprzątać, gotować, oglądać telewizję, czytać coś, ale nie mogłem się na niczym skupić. Wciąż myślałem o tym niskim, niebieskookim chłopaku, który przebywał wtedy w pracy. Przez ten tydzień nie spędzaliśmy ze sobą zbyt dużo czasu, bo jak zwykle Louis miał mnóstwo roboty. Sam nie wiedziałem, czemu nie mogłem przestać o nim myśleć, ale po prostu nie mogłem. Dlatego w południe postanowiłem go odwiedzić, choć wiedziałem, że powinienem był to robić rzadziej w godzinach pracy. W końcu był zajęty, ale chciałem go trochę odciągnąć i zająć czymś innym. Zasługiwał na dłuższe przerwy, których sobie nie robił. Wszyscy je robili, tylko nie on. Zasugerowałem mu nawet kiedyś, że powinien przystopować, ale akurat mnie nie słuchał, bo był czymś zajęty. Ironia losu, ale to coś znaczyło.
Szedłem przysłoniętą mrozem ścieżką w parku, choć wiatr szczypał w policzki i sprawiał, że łzawiły mi oczy, lubiłem spacery nawet w taką porę. Budynek firmy Lou nie znajdował się daleko, dlatego też nigdy nie rozumiałem, dlaczego zawsze jeździł tam samochodem. Zawsze uważał, że chciał zaoszczędzić czas, a dla niego czas to pieniądz. Nie narzekałem, że żyliśmy w dostatku, ale też szczególnie mi na tym nie zależało. Byłbym tak samo szczęśliwy, gdybyśmy mieszkali w o wiele mniejszym domu i aby go utrzymać pracowali oboje. Nie byłem pewien jakby było z Louisem. Jego firma była dla niego bardzo ważna; nie było w tym nic dziwnego, ale obawiałem się, co by zrobił, gdyby splajtował.
Odgoniłem od siebie złe myśli, choć kiedy wszedłem do środka, nasuwało mi się ich jeszcze więcej. Naprawdę nie pałałem sympatią do widoku ludzi, którzy pracowali dla Louisa. Co prawda nie wszyscy byli tacy źli. Na przykład lubiłem Eleanor, choć w ogóle jej nie znałem. Zdawałem sobie sprawę, że tak naprawdę znałem wtedy tylko jej imię, ale to nie powstrzymywało mnie od darzenia jej odrobiną sympatii. W końcu wydawała się być miła, nie fałszywie, lecz szczerze. Może dlatego, że nie była tak zmęczona życiem i pracą, jak inni. Cieszyłem się, że osoba, która pracowała najbliżej z Louisem taka była. Minąłem się z nią w korytarzu już na samej górze, skinąłem głową i uśmiechnąłem się do niej; odwzajemniła to i zniknęła za drzwiami innego pokoju. Była trochę nieśmiała, ale nie nazwałbym tego jej wadą. Żałowałem, że nie miałem okazji z nią dłużej porozmawiać.
Biuro Louisa jak zwykle pachniało papierem i tuszem, w końcu całe jego biuro zawalone było dokumentami, a co rusz drukowały się nowe. Mogłem być nawet zazdrosny o te kartki, bo poświęcał im czasami więcej czasu, niż mnie. Byliśmy sami dopiero po chwili, kiedy wszedłem sprzątaczka podlewała jeszcze samotną, niewielką palemkę, stojącą w kącie. Kiedy drzwi za starszą kobietą zamknęły się, czule przywitałem się z Lou.
- Jestem odrobinę zajęty, ale cieszę się, że cię widzę - rzekł, odkładając plik kartek na biurko.
- Jeśli się tak cieszysz, poświęć mi chwilę - poprosiłem, przyciągając go bliżej siebie.
Zacząłem składać pocałunki na jego ustach, a później szyi. Czułem, że chciał mnie powstrzymać, ale nie mógł się oprzeć. Odsunął się lekko ode mnie po chwili.
- Harry, nie powinniśmy, ktoś może wejść... - mruknął.
- No i co...nie podoba ci się ta adrenalina? - odpowiedziałem kompletnie ignorując jego minimalny opór.
Do pocałunków doszedł dotyk, poruszałem dłońmi po jego plecach, biodrach, a nawet tyłku. Oddech Louisa był głęboki i drżący, wiedziałem, że chciał mnie odepchnąć, ale nie zrobił tego. Gwałtownie odsunęliśmy się od siebie oboje dopiero, kiedy usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Jego wzrok był lekko spanikowany, ale ja ze stoickim spokojem szepnąłem mu na ucho „za pięć minut w toalecie” i odszedłem, jak gdyby nigdy nic. Louis wydukał „proszę”, minąłem się w drzwiach z jakimś nieznajomym mi mężczyzną i wyszedłem z triumfalnym uśmiechem pod nosem.
Nie byłem pewny dlaczego to w zasadzie zrobiłem, ale wciąż pragnąłem dotykać Lou, dlatego miałem nadzieję, że przyjmie moją subtelną propozycję. W łazience było pusto, minęła przerwa obiadowa, większość ludzi zabrała się do dalszej pracy. Nie dawało to stuprocentowej pewności, że nikt nie miał szans nas przyłapać lecz nieszczególnie o tym myślałem. Tak jak sądziłem, Louis po niedługim czasie również pojawił się w toalecie.
- Harry, co ty chcesz zrobić? - zapytał, zamykając za sobą drzwi.
- Nic takiego...no chodź - odpowiedziałem niewinnie, łapiąc go za rękę.
Pociągnąłem go w stronę kabin i wepchnąłem do jednej z nich. Nie było tam zbyt dużo miejsca, ale nie było też ciasno. Louis wyglądał bardzo niepewnie, ale nie protestował, oczekiwał na to, co zrobię dalej. Kontynuowałem to, co zacząłem jeszcze w jego gabinecie; dotykałem go po całym ciele, przyciskając go do ściany oddzielającej kabiny. Głośno i ciężko oddychał, trzymał mnie w talii i odwzajemniał pocałunki, choć wiedziałem, że był spięty. Starałem się, aby się rozluźnił, stresował się, że ktoś mógł wejść i coś usłyszeć, a ja próbowałem rozwiać te obawy. Nie było mowy, żebym wtedy to przerwał. Zsunąłem się odrobinę niżej i zacząłem rozpinać pasek jego spodni. Zsuwając je wpatrywałem się w oczy Louisa, który przełknął głośno ślinę.
Aż do samego końca nie był wyluzowany, ale najważniejsze było dla mnie, że dał się ponieść. Pozwolił się oderwać od swojej stery papierów i zrobić coś bardziej ekscytującego ze mną; a to było ważne. Obawiałem się, że jego zamiłowanie do pracy wygra, dlatego byłem z siebie dumny. Kiedy Louis doprowadził się do porządku i ubrał, nagle gwałtownie odsunął mnie i stanął na zamkniętej desce klozetowej. Zrozumiałem jego zachowanie dopiero po chwili, bo usłyszałem jak ktoś wchodzi do kabiny obok. Cóż, gdyby ten ktoś przypadkiem zauważył dwie pary nóg w jednej kabinie z pewnością nabrałby podejrzeń. Zwłaszcza, że jedne z nich nie należały do kobiety. Miałem ochotę się roześmiać, ale Louis skutecznie mnie od tego powstrzymał, zatykając mi usta ręką. Gdy był już pewien, że toaleta była pusta, odetchnął głośno i wyszedł z kabiny. Spojrzał w lustro i oblał twarz zimną wodą.
- Nie wierzę, że to zrobiliśmy... - powiedział, opierając ręce o blat wokół kranu.
- A co, nie podobało ci się? W to nie uwierzę ja - szepnąłem, obejmując go od tyłu. - Nikt nic nie wie, nie martw się, uspokój się i wróć do pracy jakby nigdy nic.
- Wiesz co, jesteś podły - rzekł, odwracając się twarzą do mnie.
- Też cię kocham - uśmiechnąłem się i ucałowałem jego nos.
Nie ulegało wątpliwościom, że to była najdłuższa i najmilej spędzona przerwa Louisa. I tak długo się nim nie nacieszyłem, bo po upewnieniu się, że nie widać było po nim, co robił, wrócił do biura. Na parterze, kiedy zmierzałem już do wyjścia, znów natknąłem się na Eleanor, tym razem nie przypadkiem. Podeszła do mnie z miłym uśmiechem i przywitała się. Czułem się trochę, jakby czytała mi w myślach, bo w końcu chciałem z nią dłużej porozmawiać. Wspominała coś o tym, że często mnie tam widywała mimo że nie do końca tam pracowałem, o pogodzie, choć ostatecznie temat zszedł na Louisa. Pochwaliła go jako szefa, zgodziłem się z tym i potwierdziłem, że jako przyjaciel też jest świetny. Myśląc o tym, co niedawno stało się w łazience, bawiły mnie moje kłamstwa. Eleanor zaczęła trochę nieśmiało patrzeć w ziemię, aż zebrała się i zapytała o coś, co wydawało się być nawet celem jej zaczepienia mnie.
- Skoro jesteś jego przyjacielem, to...wiesz może, czy ma kogoś? - zapytała, spoglądając na mnie dużymi oczami.
Nabrałem powietrza w usta, ale tak naprawdę nie byłem pewien, co powinienem był odpowiedzieć. Teoretycznie mogłem powiedzieć prawdę, nie całą, ale rąbek. Jednak stwierdziłem, że to mogłoby doprowadzić do nieporozumień, w końcu nikt nigdy nie widział Louisa z dziewczyną, poza tym ciężko byłoby wyjaśnić, dlaczego nie był z nią na firmowej imprezie. Skłamałem więc znów, że jest singlem. Dziewczyna wydawała się ucieszyć na tę wiadomość, ale bardzo nieudolnie starała się to ukryć.
Ja natomiast w drodze powrotnej zastanawiałem się, co myśleć o tym, że jego sekretarka pytała mnie o takie rzeczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz